Jedyne takie miejsce w Warszawie

Często piszę o Placu Grzybowskim i Kościele Wszystkich Świętych, ponieważ to piękne miejsce – ale przede wszystkim kawał historii, szczególnie ważnej do przypomnienia w dniu 19 kwietnia.

Kościół w czasie II wojny światowej był jednym z niewielu katolickich kościołów, które znalazły się na terenie warszawskiego getta. Ówczesny proboszcz M. Godlewski uratował życie wielu Żydom, dając im schronienie w samych Kościele oraz na plebani, a także wyrabiając fałszywe metryki chrztu. Pośmiertnie w 2009r. został mu przyznany medal „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”.

W 2017 roku także sam Kościół otrzymał od środowisk żydowskich tytuł „House of Life” (Dom życia) z uwagi na role jaką pełnił w okresie getta. Jest jedynym budynkiem w Polsce, który otrzymał takie miano.

Jednak tym co mnie najbardziej porusza w historii Kościoła, jest fakt, że w czasie getta, do ogrodu Kościoła przychodziły się bawić dzieci z sierocińca Janusza Korczaka. Ogród Kościoła był jedyną oazą zieleni na terenie całego getta, było tutaj względnie bezpiecznie a przede wszystkim przekraczając teren Kościoła, dzieci choć na parę godzin uciekały od codziennych obrazków getta, czyli wszechogarniającej śmierci, głodu i strachu. Tutaj spędzały jedne z szczęśliwszych chwil w okresie getta. Do przykościelnego ogrodu przychodziły do samego końca, czyli do lipca 1942 roku, kiedy to wraz z Januszem Korczakiem zostały wywiezione do obozu koncentracyjnego.

Ta historia porusza mnie tym bardziej, że moje dzieci co tydzień przychodzą tutaj na scholkę. Kiedy widzę jak biegają po zajęciach na terenie dawnego ogrodu, to aż nie do uwierzenia w jak innej rzeczywistości dorastają. Jak beztroski jest ich świat, tak inny od świata dzieci Korczaka.

Odkąd jestem mamą, czasami nawet nie mogę czytać o historii dzieci z getta. Niewyobrażalne jest to co dla nich robił Janusz Korczak, żeby ich świat choć na chwilę nabrał kolorów i do samego końca dodawał im otuchy…

Kiedy przechodzę w okolicach Kościoła i myślę o tych dzieciach, to z jednej strony mam przed oczami ogrom cierpienia jaki został im zgotowany – ale w jakimś sensie pociesza mnie fakt, że w tym przykościelnym ogrodzie były szczęśliwe. Bardzo lubiły tu przychodzić. Dlatego tak pozytywnym wydaje mi się miejscem.

Piszę ten post dla wszystkich osób, niezależnie czy są katolikami, czy niewierzącymi albo innych wyznań. Jeśli będziecie w okolicy Kościoła to pochylcie się nad nim, ponieważ to miejsce zasługujące na szacunek z uwagi na historię ogromu ludzi z nim związanych – ludzi różnych wyznań.

Plac Grzybowski widziany z ulicy Próżnej – 19 kwietnia, pamiętamy

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *