Nie porównuj swoich dzieci – czy sam lubisz być z kimkolwiek porównywany?

Czy zdarza Wam się czasami porównywać swoje dzieci? 

Dziecko czegoś nie potrafi, a Ty chcąc je rzekomo zachęcić do działania – przywołujesz super przykłady jego rodzeństwa. Albo przekonujesz do polubienia czegoś tylko dlatego, że brat/siostra to lubi. I robisz to w wyjątkowo zniechęcającej formie: 

„Twoja siostra w wieku 3 lat już dawno nosiła majtki, a Ty ciągle z pieluchą?” „Kasia z matematyki zawsze była najlepsza, a Ty masz ciągle problemy” „Dlaczego nie lubisz pomidorów – przecież Twój brat je uwielbia?!”

To są z pozoru takie nic nie znaczące porównania, mające podobno zachęcić dziecko do polubienia czegoś, albo szybszego nauczenia się nowych rzeczy. Ale czy rzeczywiście zachęcają?

To teraz przedstawmy to w wersji dla dorosłych – i wtedy spojrzysz na to już innym okiem:

„Mateusz znalazł dobrą pracę, świetnie mu się powodzi – a Ty ciągle szukasz i szukasz”,  „Zobacz jakiego Iwona ma super męża i dzieci  – a Ty kiedy się wreszcie ustatkujesz?”. 

I  co, fajnie? Podbudowało Cię to porównanie, zachęciło do działania? Nie sądzę.

No właśnie w tym rzecz, że takie porównania mają odwrotny skutek, ponieważ ich wydźwięk jest negatywny. W takim zestawieniu nikt dobrze się nie czuje, wręcz odkrywa jaki jest nieudolny.

Co innego usłyszeć: „Popatrz, Krzysiek założył niedawno firmę i dobrze sobie radzi – Tobie też się uda, zobaczysz!”  

Niestety często się zdarza porównywanie dzieci na niekorzyść. Rodzice robią to w dobrej wierze, ich intencją jest przekonanie dziecka do rozwoju. Nie zdają sobie sprawy jak to może być odbierane przez dziecko. A przede wszystkim nie dostrzegają, że każde dziecko to indywidualna jednostka, rozwijająca się w inny sposób. Nie można każdego oceniać według jednego wzoru. 

Niby to takie oczywiste – a jednak  łapiemy się na tym, że narzucamy dzieciom lubienie tego co starszy brat/siostra lubi, z góry zakładając że to dla wszystkich naszych dzieci musi być ciekawe. I rzeczywiście często się zdarza, że rodzeństwo lubi podobne zajęcia, w podobnym wieku osiąga te same umiejętności – ale jednak musimy pamiętać, że to są odrębne jednostki i zawsze jest też coś co je różni.  

Moje starsze córki uwielbiają wszelkie artystyczno-plastyczne aktywności, oglądają te same bajki, śpiewają te same piosenki – naprawdę mają wiele cech wspólnych. Ale przebijają już też indywidualne upodobania.

 

 

Jak wszyscy rodzice czasami myślimy, że coś co było dobre dla najstarszej córki sprawdzi się też u młodszej a potem też u najmłodszej. Idąc tym tokiem myślenia wybraliśmy przedszkole. 

Najstarsza córka miała zajęcia z dwiema nauczycielkami – wychowawcą głównym i nową panią dochodzącą. Bardzo lubiła szczególnie swoją wychowawczynię. Kiedy córka kończyła edukację w tym przedszkolu akurat młodszej musieliśmy wybierać placówkę. Naturalnym wydawało nam się wybranie tego samego przedszkola, między innymi z powodu tej uwielbianej pani.

Okazało się jednak, że młodsza córka nie polubiła tak bardzo tej nauczycielki – woli zajęcia z panią dochodzącą. To było dla nas totalne zaskoczenie.

Najwyraźniej sposób komunikacji albo rodzaj zajęć prowadzonych przez obie panie różni się – i inaczej dociera do każdej z naszych córek. 

Przypadek z przedszkolem uznaliśmy za przełomowy. Jakkolwiek to dziwnie zabrzmi – ale doznaliśmy olśnienia. Bo tutaj nie chodzi o to, że jedna pani jest fajna a druga niefajna, albo miła i niemiła – obie panie są świetnymi pedagogami. Każda z nich ma po prostu inny charakter, inny sposób formułowania myśli, wyrażania emocji – i jedna osobowościowo bardziej pasuje do starszej córki a druga do młodszej.  To pokazuje, że nie każdy uznany przez nas nauczyciel może trafiać do każdego dziecka tak samo.

Najważniejsze jest zatem aby słuchać dzieci, nawet tych najmłodszych, które wydaje nam się, że po prostu kapryszą, zmieniają zdanie – i niekiedy ich opinii nie traktujemy poważnie. A tymczasem one też mają już swoje zdanie.

I tak jest ze wszystkim w życiu.  Każde dziecko a później dorosły ma inny charakter. Nawet porównanie tego rodzaju: „Franek w Twoim wieku był taki grzeczny – a Ty tylko rozrabiasz” – jest kompletnie nie na miejscu. Franek bowiem mógł z natury urodzić się spokojnym dzieckiem – a jego brat z dużym temperamentem. To oczywiste wtedy, że ich zachowania będą się różnić.

Niekiedy rodzice całe życie porównują dzieci, tworzą między nimi konkurencję – kto miał lepsze oceny w szkole, kto znalazł lepszą pracę, kto pierwszy się ożenił. Taki „domowy wyścig szczurów”. I to ciągłe napięcie u dziecka – czy jestem lepszy od brata/siostry, czy jestem wystarczająco dobry, żeby go pokonać.  Choć to niewiarygodne – rodzice potrafią niekiedy nieświadomie wykreować tak chorą sytuację. Mam znajomych, którzy z niechęcią jeżdżą do domu rodzinnego, właśnie ze względu na nieustanne porównania do swojego „idealnego” rodzeństwa. A przecież dom powinien być miejscem, w którym możesz przyznać, że czegoś nie potrafisz, coś ci nie wychodzi – i mieć wsparcie w rodzinie. W domu masz prawo być sobą po prostu. 

Dlatego następnym razem jak Wam się wymsknie porównywanie własnych dzieci – to dwa razy się zastanówcie czy jest ono na pewno budujące, czy wręcz przeciwnie.

 

 

 

 

You may also like...

2 komentarze

  1. Ela pisze:

    Samo dziecko, patrzy na drugie jak na potencjalnego kompana do zabawy, kolegę. To my dorośli robimy im krzywdę porównując je ciagle z innymi, a przecież to nic nie wnosi ,jedynie stres i frustracje. Może zamiast wyszukiwać czego to nasze dziecko jeszcze nie potrafi, skupmy się co w nim najlepsze, jakie ma zainteresowania i z całych sił je w tym wspierajmy.

  2. Honorata pisze:

    Święte słowa, czasami z perspektywy dorosłych inaczej patrzymy na swoje pociechy, jako dzieci inaczej na swoje rodzeństwo, kuzynostwo, koleżanki i kolegów. Od zarania dziejów wiadomo, że punkt siedzenia zależy od punktu widzenia tylko, że bardziej można zmotywować dziecko takim pozytywnym podejściem niż ciagle tylko wymagać, porównywać i narzekać zwłaszcza, ze każde z nich ma zalety i wady i to właśnie trzeba uświadomić dzieciom, że nieważne co się wydarzy to zawsze rodzice będą je kochać- to taka bezwarunkowa miłość. Dzieciństwo i okres dorastania można porównać do przygotowania dziecka do długiej podróży a tą podróżą jest dorosłe życie, im więcej uda nam się przekazać dziecku pozytywnych wspomnień, wiary we własne umiejętności, zrozumienia to tym z bogatszym plecakiem doświadczeń ruszy w podróż. Każde dziecko jest inne czasami mówi się, że dziecko niepodobne jest z wyglądu, charakteru, zdolności do rodziców, ale to właśnie ta różnorodność sprawia, że jest inaczej, może to i większe wyzwanie dla rodziców choć nie powinnismy tego traktować negatywnie, że nasze dziecko nie robi tego lub nie lubi tego co inne dziecko. Nie ma nic gorszego niż ciagłe porównywanie rodzeństwa, chwalenie i ganienie niewspółmierne do sytuacji. Inwestycja w dziecko to inwestycja w jego przyszłość im więcej damy z siebie pozytywnych sygnałów i emocji tym silniejsze będzie dziecko, które nawet jak skończy 18 lat to zawsze będzie dzieckiem

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *